Sam tytuł już zawiera w sobie sugestię co do treści proponowanego tekstu – czy Jezus jest postacią historyczną, a wręcz: czy naprawdę istniał? Pytanie zatem dotyczy historycznego – istniejącego w konkretnym miejscu i czasie – Jezusa.
Sama kwestia nie jest aż tak banalną, jak by się wydawała. Bo przecież nie mamy żadnych pism, które Jezus zostawiłby po sobie.
Dokumenty, które go dotyczą, są autorstwa osób trzecich, to na ich świadectwie opieramy nasze w tej kwestii rozważanie.
Dynamika badania śladów dotyczących Jezusa historycznego nabrała tempa od lat 50-tych XX w. Do świadectw Ewangelii kanonicznych, czyli stanowiących uznaną część Nowego Testamentu, dołączone zostały świadectwa pism poza-kanonicznych (np. tzw. Ewangelie apokryficzne, czyli teksty późniejsze, nie będące uznanymi za natchnione, czyli nie stanowiące kanonu NT), teksty starożytnego judaizmu oraz odkrycia archeologiczne w Palestynie.
Dlaczego tak istotnym jest podanie poważnych świadectw o historyczności (realnym istnieniu Jezusa)? Choćby dlatego, że wiele atramentu przelano, starając się udowodnić, że był postacią tylko mityczną, zbudowaną np. w oparciu o mity perskie i mezopotamskie; że jego zmartwychwstanie byłoby swoistą kalką bóstw wschodnich i północno-afrykańskich. Ewangelie miałyby w tej sytuacji być czystą fikcją, a chrześcijaństwo zbudowane na takim zafałszowaniu…
Zwiedzający John Rylands Library w Manchesterze mogą podziwiać manuskrypt eksponowany z kodem P52. Jest to kawałek papirusu zapisany po grecku (recto-verso) datowany na 125 r. n.e., zawierający fragmenty Ewangelii wg Jana (18,31-33.37-38). Jest to najstarszy, z dotychczas znanych, manuskrypt Nowego Testamentu. Napisanie tej Ewangelii jest datowane na lata 90-95 n.e. Taką datację możemy przyjąć, ponieważ Ewangelia Jana wzmiankuje wyłączenie chrześcijan z Synagogi, co nie miało miejsca przed rokiem 80 n.e. (Jn 9,22; 12,42; 16,2). Oznacza to, że jakieś trzydzieści lat dzieli redakcję Ewangelii od manuskryptu z Manchesteru. Tak krótki odcinek czasu jest czymś niezwykłym dla posiadanych przez nas manuskryptów dzieł starożytności.
Można doliczyć się 16 papirusów (rozsianych po różnych muzeach) z III w. n.e., prezentujących fragmenty Ewangelii. Najstarszy manuskrypt, zawierający całą Ewangelię (Jana), datowany jest na rok 200. Począwszy od IV w. liczba ich jest wielokrotnie większa.
Kilka słów wyjaśnienia...
Musimy mieć świadomość, że taka obfitość manuskryptów i zawarte w nich świadectwo o osobie i dziełach Jezusa jest czymś niezwykłym dla Starożytności. Jeżeli np. porównamy dzieło Homera (Iliadę i Odyseję), które było bardzo rozpowszechnione w świecie greckim, najstarszy jego zachowany manuskrypt jest datowany na IX w. n.e., czyli szesnaście wieków po epoce ich potencjalnego napisania.
Traktat „Poetyka” Arystotelesa” zachował się do naszych czasów w trzech manuskryptach, z których najstarszy jest arabskim tłumaczeniem zrealizowanym w wieku X, czyli czternaście wieków po Arystotelesie. Podobnie dotyczy to wszystkich autorów starożytnej Grecji.
Można tutaj dodać, że wielcy mistrzowie tradycji Izraela, poprzednicy lub współcześni Jezusowi (jak Rabbi Hillel, Shammai, Gamaliel, Akiba) znani nam są poprzez Misznę, której redakcja jest datowana najwcześniej na 200 r. n.e. Wyjątkiem jest Rabbi Gamaliel, wspomniany w I w. n.e. przez Józefa Flawiusza i w Dziejach Apostolskich NT.
Odmiennie, życie Jezusa (zmarłego w 30 r. n.e.) jest podane przez cztery Ewangelie, napisane pomiędzy 65 r. n.e. (Marka) i 95 r. (Jana). Fakt, że nie posiadamy oryginałów tych pism, jest naturalne dla Starożytności, gdzie najczęściej były one tracone, a przetrwały wyłącznie dzięki profesjonalnym kopiom na papirusie, tworzonym przez zawodowych kopistów. Jest to tym bardziej zrozumiałe, gdy ma się na uwadze różne turbulencje dziejowe, a także zwykłą materiałową nietrwałość papirusów, ulegających łatwemu zniszczeniu w niesprzyjających warunkach przechowywania.
W istocie rzeczy żaden z bohaterów Starożytności nie jest tak wcześnie i tak obficie opisany, jak Jezus, może za wyjątkiem Juliusza Cezara, który napisał swoje Pamiętniki i które zostały bardzo wcześnie wspomniane przez historyków. Podobnie rzecz ma się jeszcze z Aleksandrem Wielkim (zm. w 323 r. p.n.e.), którego cztery biografie zostały napisane w dwadzieścia lat po jego śmierci.
Można oczywiście poddać dotychczas podane informacje o historyczności Jezusa krytyce, mówiąc, że skoro pochodzą one ze źródeł chrześcijańskich, to nie są one obiektywne, a zatem nie świadczące w sposób krytyczny o jego istnieniu.
Ale także nie-chrześcijanie mówili o nim.
Ze strony rzymskiej nie jest to co prawda obfity materiał, ale już w Rocznikach z lat 115-118 n.e. opisujący historię Rzymu od Augusta do Nerona Korneliusz Tacyt mówi o chrześcijanach a propos podpalenia Rzymu w 64 r. n.e.: że Neron oskarżył ich o ten czyn i że wielu z nich zostało zabitych. Tacyt krytykuje niesprawiedliwe oskarżenie Nerona, choć nie jest w najmniejszym stopniu przyjacielem chrześcijan, których wręcz nazywa nieprzyjaciółmi rodzaju ludzkiego. Raportuje on, że ich nazwa pochodzi od Chrystusa, który w czasach gdy Tyberiusz był cesarzem, został skazany na karę śmierci przez prokuratora Poncjusza Piłata. Pisze także, że ten niedobry nurt rozwinął się nie tylko w Judei, ale także w Rzymie (Annales 15,44).
Zauważmy, że Tacyt sytuuje historycznie egzekucję Jezusa i wspomina istnienie, przed krzyżem, ruchu, któremu Jezus dał początek.
Określenie wrogie chrześcijan, jako „nowego zabobonu”, czytamy także w dziele Życie dwunastu Cezarów Kajusza Tranquillusa (Swetoniusza), napisanym ok. roku 120 n.e. Pisze te opinie omawiając dzieje cesarza Klaudiusza, gdy mówi o wygnaniu z Rzymu, w roku 49 n.e., które dotknęło synagogi żydowskie, żyjące konfliktem pomiędzy Żydami i chrześcijanami. Określenie przez Swetoniusza chrześcijan, jako religii nowej i pełnej nietolerancji i zabobonów, odnosi się przede wszystkim do ich stałości w wierze i dochowywaniu zobowiązań z niej wynikających.
Mamy także świadectwo listu Pliniusza Młodszego, gubernatora rzymskiej prowincji Pontu i Bitynii, napisanego w 111-113 r. n.e., w którym ten pisze o chrześcijanach, że mają zwyczaj gromadzić się w wyznaczonym dniu, przed wschodem słońca i zwracać się do Chrystusa, jak do jakiegoś boga (Listy, X, 96,7).
Istnieją także bardzo dawne, z II w., świadectwa literatury syryjskiej, wzmiankujące wydarzenia i osoby powiązane z ruchem chrześcijan i samą osobą Chrystusa.
Jak widzimy, wbrew pozorom, istnieją świadectwa (tu podane jedynie wybrane) związane z istnieniem realnym, nie-mitycznym, Jezusa.
Oczywiście, musimy mieć świadomość, że zwłaszcza pisma nie-ewangeliczne nie traktują Jezusa jako postaci niezwykle ważnej, godnej szczegółowego opisania, choćby przez sam fakt podejścia do zapoczątkowanego przez niego ruchu religijnego, jako niosącego ze sobą wartości obce, a wręcz uznane za szkodliwe dla modelu imperialnego (np. stanowcze odrzucanie przez chrześcijan boskości i kultu cesarzy, stanowczą i konsekwentną moralność seksualną i rodzinną).
Niemniej teksty antyczne, zwłaszcza wspomniane świadectwa syryjskie, przydają Jezusowi posiadanie mądrości i nauczania sposobów życia takie, że spowodowały one pojawienie się i umocnienie grup osób gotowych oddać życie za wierność mu, poddających się pojawiającym się już wcześnie prześladowaniom.
Jest rzeczą istotną, abyśmy mieli świadomość, że powtarzanie opinii o nieistnieniu realnym, opartym w historii, ludzkości Jezusa, nie tylko, że nie ma podstaw we współczesnych badaniach nauk historycznych, ale także nie może być traktowane jako działanie w dobrej wierze, bo obciążone celowym i krzywdzącym subiektywizmem, który już był obserwowalny u rzymskich autorów antycznych.
Istnieje jednak jeszcze inne ryzyko, tym razem pojawiające się w środowisku chrześcijańskim, a polegające na wyzbyciu niejako Jezusa z posiadania cech ludzkich, z wyrwania go z kontekstu kulturowego, praktyk religijnych współczesnych mu i jemu bliskich, z problemów, z którymi w życiu jak najbardziej dowiedzionym realnym, musiał zmóc się on sam, jak i jego rodzina. Także takiej narracji należy unikać.
Tomasz Pieczko