W Ewangeliach, cała historia Jezusa jest historią Jego męki i Jego krzyża, a w sposób szczególny – Jego Zmartwychwstania.

Mówiąc o Jego męce, krzyżu i zmartwychwstaniu Skład Apostolski przypomina podstawową treść tekstów Ewangelii.

Kalwin także, poddając rozważaniu życie Jezusa, Jego cuda, Jego nauczanie, Jego relacje z apostołami, ustawia wszystko w kontekście całości odkupienia: w kontekście męki i zmartwychwstania.

Syn Boży, stawszy się człowiekiem, znalazłszy się w Jego jedności z człowiekiem, nie mógł uczynić nic innego, jak właśnie cierpieć. Cierpienie jest właściwością sytuacji istnienia człowieka.

Bóg i człowiek spotkali się w Jezusie Chrystusie, a to oznacza konieczny konflikt.

Widzimy jasno w historii Jezusa, od samego jej początku, że jest On obcy pośród ludzi, że jest pozbawiony uznania, lekceważony, że ludzie są wobec Niego wrogo usposobieni.

Wrogość ta będzie bez ustanku narastać, aż do krzyża.

Ale wrogość ta nie jest tylko cierpieniem, którego wielu wielkich, a niezrozumianych ludzi – jak uczy historia rodzaju ludzkiego - doświadczyło.

Cierpienie to uczestniczy w pewnej szczególnej konieczności: ukazuje opozycję między Bogiem a człowiekiem, opozycję, która wybucha w sposób szczególny wobec Tego, który jest zarazem Bogiem i człowiekiem.

Z jednej strony ukazuje ona gniew Boży wobec ludzi, a z drugiej strony pokazuje bunt ludzi przeciw Bogu. Cierpienie to pozwala na jasne ukazanie jego genezy, którą jest grzech.

To w całości cierpienia Jezusa ukazuje się pełnia grzechu, który jest jego przyczyną. Tak silnie, że jedynie Jezus zna wielkość, rozmiar tego cierpienia.

Człowiek wrzucony w konflikt swojego istnienia, w niemożliwość życia w samotności, w konflikty wypełniające ten świat i człowieka samego, a wreszcie w śmierć i piekło, człowiek musi ukazać się i ujawnić się w osobie Tego, który był Bogiem i człowiekiem w jednej osobie.

Ale to nie wszyscy ludzie cierpią ten rodzaj cierpienia totalnego: tym, który cierpi cały jego wymiar jest tylko Jezus Chrystus.

Wydaje nam się, że my, ludzie, znamy cierpienie, znamy konflikty, ból i śmierć. W istocie jednak znamy tylko ich pewne odbicie.

Cierpieć to, co człowiek powinien wycierpieć, jako istota pozostająca, będąca w stałym, -wpisanym w jej naturę - buncie wobec Boga, jako ten, który w głębi swojej istoty jest Bogu nieprzyjacielem, oznaczałoby dla nas w rzeczywistości całkowite, absolutne unicestwienie.

W tym właśnie punkcie rozbłyśnie wielkość miłosierdzia Bożego: to Bóg sam, w osobie swojego Syna, podjął się cierpieć cierpieniem całkowitym, własnym, totalnym...

To Bóg sam, w Jezusie Chrystusie, ofiaruje samego siebie człowiekowi, jako reprezentant ludzkości, aby ponieść na sobie, aby znieść w sobie to cierpienie, którego człowiek musiałby doświadczyć, a które unicestwiłoby go, tzn. pozbawiło całkowicie jakiejkolwiek formy, sposobu istnienia.

A zatem – na podstawie całości opisanego wyżej problemu - widać jasno, że początkiem cierpienia Chrystusa nie było dopiero Jego cierpienie na krzyżu. Początkiem Jego cierpienia stało się już Jego wcielenie. Już we wcieleniu Chrystus wchodzi w cierpienie ludzkości; już we wcieleniu przyjmuje nasze miejsce, staje za nas przed Bogiem.

Od samego początku swojego ludzkiego istnienia Jezus cierpi. W miejsce, w którym się rodzi, prześladowanie Mu zgotowane przez Heroda, ucieczka Jego rodziny wraz z Nim do Egiptu, są znakami tego cierpienia. To zaś, co Chrystus ucierpiał pod Poncjuszem Piłatem nie jest niczym innym, jak ostateczną, uroczystą deklaracją potępienia, które niesie ze sobą dla człowieka gniew Boży.

Kalwin, w swojej refleksji, kładzie akcent na obecność Poncjusza Piłata. Widzi on w Piłacie przede wszystkim odniesienie historyczne, przeznaczone do niejako uwierzytelnienia opowiadania o męce Jezusa.

Przede wszystkim jednak chce zaznaczyć, że świat, w szczególności autorytet tego świata, reprezentowany przez Piłata, nie może dokonać nic innego, jak tylko spowodować cierpienie Jezusa.

To właśnie dlatego, w tej właśnie symbolice, rozbłyska grzech świata. Ale także w tym samym momencie staje się jasnym miłosierdzie Boże. Ponieważ widać jasno w tym wydarzeniu Jezusa cierpiącego za nas.

W jakiś zatem sposób Piłat wypełnia Nowy Testament: oświadcza niewinność Jezusa, a jednocześnie wypełnia dzieło skazania Go na śmierć. W ten właśnie sposób nasze potępienie jest wyeliminowane...

Cierpienie Chrystusa oznacza w sposób konieczny, że boskość Chrystusa jest (jak w innym miejscu napisze Kalwin) ukryta pod przeciwną niej postacią.

Trzeba jednak było, aby Bóg przyjął na siebie nasze cierpienie. Teraz właśnie więc, w Jezusie Chrystusie - przyjął je. „Oto człowiek” - mówi tekst Ewangelii. Oto człowiek, za którego Bóg się ofiarował. Oto jego skazanie, oto jego cierpienie. Oto to, na co zasługujemy!

Pozostaje jeszcze do wytłumaczenia stosunek pomiędzy cierpieniem a zwycięstwem Jezusa Chrystusa na krzyżu. W całym życiu i dziele Jezusa Chrystusa są widoczne w sposób klarowny te dwa elementy: cierpienie i zwycięstwo.

Jezus nie tylko niósł na sobie nasze cierpienie, ale także poniósł je, czyli wypełnił je sobą w sposób pełny, całkowity. Przesłanie krzyża nie jest tylko przesłaniem bólu, przegranej, ale w tym samym czasie jest przesłaniem zwycięstwa i zmartwychwstania. Inaczej, nie byłoby w nim tej pełni głębi i skuteczności.

Nie jest zatem właściwym czynienie rozróżnienia, oddzielenie w jakiś sposób, obu tych fundamentalnych wydarzeń dla dzieła Jezusa (krzyża i zmartwychwstania). Nie jest właściwym ich oddzielenie ponieważ stanowią fundament dla losu (teraźniejszości i przyszłości) człowieka.

Nie można rozdzielić wydarzeń Wielkiego Piątku i Niedzieli Paschalnej. Nie można bowiem zrozumieć Niedzieli Paschalnej (wydarzenia i święta Zmartwychwstania) bez Wielkiego Piątku.

Nie można także zrozumieć Wielkiego Piątku bez blasku Niedzieli Paschalnej.

Tomasz Pieczko